sobota, 29 grudnia 2012

3. "Pamiętam to jak dziś"

3. "Pamiętam to jak dziś"

Hej! Kolejny rozdział mojego bloga :D Złapałam dziś wenę, więc pewnie zacznę pisać też 4 rozdział, który dodam (tak na 50%) po nowym roku. Jak się postaram znaleźć jutro i w poniedziałek czas to roz. 4 będzie 31.12.12r na zakończenie tego roku ;) Miłego czytania. 


„Pamiętam to jak dziś…”
-Złaź już ze mnie! Trzeba się umalować!
-Dobrze, dobrze…
To mieszkanie miało salon, 2 sypialnie, łazienkę, kuchnię i mały pokoik, z którego ludzie robią garderoby. Ale nie my- my wstawiłyśmy tam 2 toaletki z zestawami przyrządów do makijażu. Ja wybierałam bardziej skromne rzeczy, ale Ana… ona miała wszystkiego po trochu. Cóż, taka jej natura. Salon był piękny, na ścianach wisiały obrazy,  obrazki, zdjęcia natury. W kącie stała sofa narożna, przed nią ława wykonana z lipowego drzewa, ozdobiona złotymi wzorami. Na środku był beżowy, puszysty dywan, a na nim stół i 6 krzeseł. Po lewo od drzwi wejściowych znajdowała się szafka na buty i kilka wieszaków, a po drugiej stronie duża szafa na płaszcze i kurtki. Pod obrazem konia biegnącego po plaży byłą komoda, na niej poustawiałam zdjęcia mojej rodziny, ale Ana zbulwersowała się i zamiast zdjęć są teraz kwiaty, półmisek z owocami i świecznik, wszystko ustawione na białym obrusiku.
Pokoje mogłyśmy przemalować, ale zostały takie jakie są. Bardzo nam się spodobały. Ana ma fioletowe ściany, a na suficie flagę Wielkiej Brytanii. W kącie stało duże, kwadratowe łóżko. Pościel również była z flagą, ale tym razem USA. Po lewej stronie od wejścia była duża szafa, mała komoda z samymi szufladami i kilka wieszaków, za szafą znajdowały się drzwi do łazienki, obie z sypialni miałyśmy do niej przejście. W pokoju było dużo plakatów z różnymi gwiazdami- większość już ponaklejała Anastasia. Dywan był malinowy, włochaty w kształcie koła. W kącie stały trzy fotele-poduchy – granatowa, czerwona i biała a między nimi mały czarny stoliczek na laptopa. Ana uwielbiała te 3 kolory, ogólnie uwielbiała Wielką Brytanię i Amerykę. Marzę, by kiedy polecieć do Londynu na miesiąc poślubny „Już raz próbowałaś tam polecieć…” moja podświadomość nie daję mi spokoju. Ten pokój był abstrakcyjny, kolorowy, miał ciepłą duszę. Zupełnie jak Anastasia.
Ja jestem zupełnym jej przeciwieństwem. Delikatna, trochę nieśmiała, skromna, spokojna i cicha. Lecz jak trzeba mogę  popalić. Mój pokój miał kolor delikatnego pastelowego różu. Przy oknie stała biała komoda, a po jej prawej stronie łóżko z baldachimem. Tuż za drzwiami znajdowały się dwa wiszące, morelowe fotele z czerwonymi poduchami. Gdy zamknęło się drzwi można było zauważyć namalowane, wielkie czerwone usta, a na środku biało czarny dywan w kształcie znaku YING-YANG, który oznaczał równowagę między siłami. Za fotelami było wejście do (wspólnej) łazienki, a za drzwiami Biała szafa. Było pięknie w tym domu.
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?!
-Oj Ana… tak.. to znaczy nie. Przepraszam… zamyśliłam się.
-Mówię: Musimy się jakoś fajnie umalować. Ty się ubrałaś na czarno-turkusowo. Więc takie kolory Ci pasują!
-Ana.. ja się delikatnie umaluję, a ty rób jak chcesz.
Zrobiła… jak chciała. Zrobiła sobie kreskę, umalowała powieki na brąz, który był mało widoczny na jej zawsze opalonej , nałożyła tusz do rzęs, delikatnie przypudrowała policzki, podkreśliła usta czerwoną szminką. Ja natomiast pomalowałam oczy na biało, nałożyłam odrobinę tuszu. Usta pomalowałam na różowo i dodałam odrobinę błyszczyku. Na policzki nałożyłam delikatny, różowy puder z brokatem, którego praktycznie nie było widać na mojej twarzy, chyba, ze się świecił.
-Wyglądasz pięknie!- krzyknęła Ana
-Jakbym kiedyś się taką już widziała…
-Déjà vu?
-Tak jakby… Ja wiem, że kiedyś się taką widziałam. To nie jest złudzenie…- nagle mnie olśniło- Czy ja kiedyś miałam pamiętnik?! W sensie.. ten rok przed wypadkiem? 
-Tek rok nie. Ale masz końcówkę pamiętnika, który kończy się 11 miesięcy przed wypadkiem.
-Słuchaj muszę to przeczytać! Jak chcesz idź już do dziewczyn, ja się spóźnię!
-Jess, jesteś tego pewna?
-Na 120% !
-Dobrze. Idę już.
-Ana… Ale gdzie mam go szukać?
Westchnęła, poszła do swojego pokoju i wyjęła pamiętnik z napisem „W Życiu są chwile dobre i złe. Złe zawsze zapamiętujemy, a dobre wyciekają z naszej podświadomości. Oto twój skarb, by zapamiętać te dobre”. Pod spodem widniał autograf Michaela Downa. Mojego sąsiada… . Uściskałam ja mocno, lecz notes był na kłódkę. Ana widząc moje zmartwienie powiedziała:
-Ten kluczyk, o którego zawsze pytałaś otworzy ten pamiętnik. – po czym wyszła.
„To klucz do twojej głowy” powiedziała moja podświadomość. Zgodziłam się z nią, była to metafora, ale także  miała ona znaczenie dosłowne.
Włożyłam kluczyk i przekręciłam go w zamku. Zdjęłam kłódkę, już miałam go otworzyć, ale się zawahałam. A co jeśli nie chcę tego wiedzieć? „Oj chcesz! Szybciej..” krzyknęła podświadomość. Czasem działa mi już na nerwy. Odłożyłam kłódkę na bok i zaczęłam szukać daty najbardziej zbliżonej do 15 września. Kartkując zeszyt zauważyłam wiele serduszek, a w nich imię Michael. Musiałam mieć bzika na jego punkcie. Chyba teraz też mam… Znalazłam datę 14.09.07. Prawie 5 lat temu (od autorki: nie wiem czy podawałam, ale tu jest data 15. 08.12).

14.09.07.(wtorek) 
Ekscytacja nad jutrzejszym spotkaniem
(Excitement for tomorrow)
Michael to mój ulubiony autor! Napisał wiele książek, ale moją ulubioną jest „100 sposobów jak się nie zakochać” (Cóż teraz jest nią trylogia „Zapomnieć, a zgubić” I jej 2 pierwsze części. Ciekawe, kiedy będzie kolejna?). To naprawdę uroczy mężczyzna, wrażliwy, romantyczny. Jego książki są wspaniałe. A jutro nasz uniwersytet, a dokładniej klasy humanistyczne (Byłam na profilu polonistycznym, pisałam wspaniałe wypracowania. Teraz do moich zdjęć dodaję wspaniałe opisy i każdy jest z nich zadowolony) i osoby, które chciały jechać. Na studiach poznałam Anastasię, którą zapoznałam z moją przyjaciółką (może nawet dalszą siostrą cioteczną?) Angelicą. Ale Angela ostatnio przestaję utrzymywać ze mną kontakt. Ale to teraz nieważne! Jestem podekscytowana! Musze się jakoś fajnie ubrać… Założę moje najlepsze ubrania! Czarne rurki i turkusową bluzkę-nietoperza. Do tego łańcuszek z wieżą Eiffela  i różową kokardką i turkusowe baletki.
-Wiedziałam! – krzyknęłam wiedząc, że moje podejrzenia były prawdziwe- kiedyś się już tak ubrałam. Niesamowite! – i pogrążyłam się w dalszej lekturze
Będzie cudownie! Może się mu spodobam?… Nie mam szans, ja skromna dziewczyna, on przystojny mężczyzna. Ale co będzie, to będzie.
„Kocha się za nic , nie istnieje żaden powód miłości.”
-Paulo Coelho
Pamiętam ten cytat, pamiętam ten wpis, jakbym pisała to dziś. Pamiętam jaka byłam uradowana. Dzień wcześniej poznałam Anastasię. Pomagała mi kupić nowe ubrania. Cud, że mieszczę się w ciuchy z przed 5 lat (!), a no tak! Przecież, ja nic nie przytyłam…
15.09.07r. (środa)
Tralalalala! Najcudowniejszy dzień w moim życiu 
(The best day of my life!)
Nie dość, że dostałam autograf Michaela, z moim ulubionym cytatem (który niestety jest smutny…), włożył jakąś kartkę, której jeszcze nie przeczytałam (ups..) to jeszcze poprosił, żebym chwilę poczekała (byłam gdzieś w środku kolejki, więc musiałam na niego czekać, ale czego się nie robi dla Mich’a!). No to czekam. Po jakiś 30 minutach podszedł do mnie i zapytał czy chciałabym się z nim spotkać. Ja stanęłam jak idiotka i nic nie odpowiedziałam, więc mój Pan Sexy (Pamiętam jak go tak z Angelą nazywałyśmy zanim poszłam na studia) speszył się i dokończył (az go zacytuję!): „… Jesteś pełną empatii dziewczyną, radość i optymizm, aż wychodzi Ci uszami. Coś jest w tobie szczególnego, czego nie warto ominąć. Jesteś jak wchód: piękna, kolorowa, uszczęśliwiasz i wprowadzasz w zachwyt każdego kto na ciebie spojrzy, ale nie każdy może to ujrzeć i to docenić. Wymagasz poświęceń…”
Łzy pociekły mi po policzkach. Pamiętam ta kartkę, na niej były wszystkie fajne cytaty. A w książce… "To co było już nie wróci więc nie warto się już smucić" .  Pamiętam jak mi to mówił. Jestem jak wschód.
„… Jesteś jak powietrze, jak ktoś cię raz wchłonął (chyba mu chodziło, że poznał) to nie może bez ciebie żyć. Jesteś jak ogień, silna, potężna, ale jak ktoś umiejętnie się z tobą obchodzi, nie drażni, szanuje Cię to jesteś najwspanialsza rzeczą jaka została nam dana. Jesteś jak woda, piękna, delikatna, obmywasz nasze serca, bez ciebie jesteśmy tylko brudni, a dokładniej nasze serca są zaśmiecone. Jesteś jak ziemia, nosisz w sobie wiele zapachów, różnych twarzy, ale każdy współgra ze sobą. Nie znam Cię na tyle dobrze, ale już potrafię Cię oceni. Chcę poznać ciebie taką. Proszę… pójdziemy razem.. na jakąś kolacje?” Myłam na tyle zszokowana, że zdążyłam tylko wydukać ciche „tak” . Czy to nie jest najwspanialszy dzień na świecie?
Pamiętam jak tysiąc razy czytałam tą kartkę, wspominając jego słowa. Był (jest) wspaniałym facetem i był (jest) romantyczne, więc pewni go lubiłam (lubię) z całego serca. Ale zaraz…? Coś małym druczkiem na dole strony…
Kończy mi się już pamiętnik, więc wczoraj kupiłam nowy. Zacznę go pisać od sobotniej kolacji.
Ten pamiętnik musiał gdzieś tu być! I nie przestanę go szukać, dopóki nie dowiem się co było dalej.
Pobiegłam do dziewczyn, czekały na mnie. Na stole czekał (o dziwo) zamknięty  szampan i 4 kieliszki.
-O Jess! Siadaj! Czekałyśmy na ciebie- Lola wskazała na wielką kanapę w kształcie ust.-Właśnie gadałyśmy o okolicy.
-Postanowiłyśmy was jutro oprowadzić- powiedziała Toni- słyszałyśmy, że…
-… lubisz fotografować! –dokończyła za nią Lola- To doskonałe miejsce do rozwijania twoich pasji.
Toni otworzyła szampana, a Lola wzniosła toast. Szepnęłam na ucho Any:
-Wiem, ze miałam 2 pamiętnik. I masz mi go dać. Rozumiesz?
Ana spojrzała się na mnie spode łba i pokręciła głową.
-Nie dam Ci go. Musisz go sama znaleźć. 

niedziela, 16 grudnia 2012

2.Początek czegoś nowego


Hej :) Zachęcam do czytania. Mam zamiar napisać z tego coś więcej niż tylko bloga. ;) Choć bloga zobaczy więcej osób. 


„Początek czegoś nowego”
-Jejku jak późno! Chodźmy wreszcie do pani… em.. pani- Jak ona się nazywała- pod 7.
-Nie wiesz jak ma na imię, prawda?- Jak ona mnie dobrze zna
-Nie.
-Ja też nie.
Zaczęłyśmy się śmiać, a Ana poleciała szybko po jakiś mały upominek. Usiadłam i zaczęłam myśleć „Pamiętaj! Jedź ostrożnie! Nie chcę Cię utracić kilka miesięcy przed ślubem”, moja podświadomość nie daje mi spokoju. O co jej chodzi.. ja miałam wyjść za mąż? Coś czuję, że tutaj się dowiem. Do pokoju weszła Anastasia.
-Szybko! Mam ochotę na szarlotkę!
U pani Smith było miło. Zrobiła pyszne ciasto, ozdobna kawę (ze śmietanki potrafiła napisać moje imię!), no i wreszcie dowiedziałam się jak ma na nazwisko. Urocza staruszka. Opowiadała nam o historii tego bloku, ulicy, o tych wszystkich zakochanych na mostku, których dziennie widuje wielu. O tym jak robiła za psychologa jak nie było się do kogo zwrócić. Anastasia słuchała jej opowieści z otwartą buzią. Na starym zegarze z dębowego drewna wybiła godzina 16 i złota kukułka zaczęła wydawać nieznośne dźwięki.
-To my musimy już iść. To była na prawdę pyszna kawa i jeszcze lepsze ciasto. Jest pani najsympatyczniejszą osobą jaką znam.
-A ja teraz wiem do kogo mam się zwrócić, jak coś mi się stanie z główką- zaśmiałam się- Jest pani najlepsza na świecie. Do widzenia
-Jessico.. zostań jeszcze chwilkę.
Spojrzałam ukradkiem na Anę, ona kiwnęła porozumiewawczo głową, wyszła i zamknęła za sobą drzwi.
-Słucham…?
-Jessie, wiem, że nic nie pamiętasz, ale muszę Ci to powiedzieć. Może zrozumiesz. Michael też kiedyś do mnie przychodził. To było około 4 lat temu- „4 lata, powiadasz?” moja podświadomość znowu nie pozwala mi się koncertować- Stracił narzeczoną, był załamany, pozbierał się niedawno. Dopiero w wakacje zaczął żyć pełnią życia, ale nadal nie mógł pisać. Za bardzo kochał. Miłość nie jest chwilowa i nawet jak się ją zapomnisz o drugiej połówce, ona nigdy nie opuści twojego serca.
-Co pani ma na myśli?
-Jessico! Jak przyjechałaś to wiedziałam, że nawet jeśli Cię nigdy nie widziałam, wiedziałam kim jesteś! Nie wiem dlaczego… Michael jak Cię zobaczył rozpromieniał. Nie znam Cię na tyle dobrze, żeby osądzać kim jesteś, ale mam nadzieję, że dzięki tobie Mich  znowu odzyska życie. Traktuję go jak syna, więc jego los jest dla mnie ważny Dziękuję wam, że przyszłyście. Do widzenia Jess.
-Do widzenia, pani Smith.
Jak tylko zamknęła za mną drzwi stanęłam dęba. Co to miało znaczyć? „Zastanów się dobrze…” Może on był kimś więcej niż kolegą Any? Znałam go..? Dobrze? MYŚL JESS, MYŚL! Jestem załamana. Czy nie mogą być bardziej dosłowni? Helo, ja nie wiem co się działo przez ostatnie 5 lat?! Weszłam do domu, powiedziałam do mojej przyjaciółki, że idę wziąć kąpiel. Jestem zauroczona? Zastanawiałam się nad tym co poczułam jak go zobaczyłam. 1000 motyli w brzuchu, nogi jak z waty pod jego rozpromienianymi oczami, zazdrość, gdy Ana weszła do jego domu, gdy był w samym ręczniku (!), nagła radość, gdy powiedziałam, że go chyba kojarzę. Utracona narzeczona, muza? Zakochałam się..? Ale to nie możliwe, nie znam go. Znaczy chyba…., ale to jednak nie możliwe. „Skarbie, to że twoja główka nie pamięta wszystkiego, to nie oznacza, że to się nigdy nie zdarzyło”.
-Zamknij się!- krzyknęłam na moją podświadomość, bo zaczęła mnie denerwować. Rozległo się pukanie do drzwi.
-Mogę wejść?
-Dobrze. Przepraszam, że krzyczałam…
-Każdy musi wyładować swoje emocje w jakiś sposób. Krzyczenie to chyba najlepszy… A teraz wytłumacz dlaczego krzyczałaś.
Opowiedziałam Anie to, o czym myślałam.
-Nie przejmuj się. Chcesz go bliżej poznać..-znowu? –ostatnie słowo powiedziała szeptem.
-Jak to ‘znowu’ ?
-Bo 5 lat temu, a dokładnie 15 września, gdy na studiach pojechałyśmy na podpisywanie książek, poznałyśmy go…. I ten… to było 11 miesięcy przed twoim wypadkiem, ale byliście.. przyjaciółmi -ostatni wyraz powiedziała tak piskliwie, że aż mnie uszy rozbolały, to była oznaka, że kłamie.
-Przyjaciółmi? Anastasio Bear! Nie owijaj w bawełnę, tylko mów!
-Nie mogę, Jess! Bardzo bym chciała, ale nie mogę. Obiecałam. Do póki sobie nic nie przypomnisz. Chciałabym, aby to stało się jak najszybciej i było normalnie, po staremu!
-Ana! Jak było po staremu?!
-Jess...- miała już łzy w oczach- nie dziś i nie teraz! Błagam…
-Zaufam Ci, ale tylko dlatego, ze Cię kocham.
Wyszłam z wanny owinęłam się ręcznikiem i ją przytuliłam. To było dla niej ciężkie, ona chcę wrócić w czasie i mi pomóc, zatrzymać. Ale się nie da…
-Przepraszam.
-Jess nie masz za co przepraszać. Chodź, ubierzmy się.
-Chyba najpierw rozpakujmy- wskazałam na 12 walizek. Ana się zaśmiała.
Rozpakowywanie walizek jest męczące. Znaczy to nie tylko walizki, ale też pudła. Ale ustaliłyśmy z Aną, że będzie szybciej mówić „6 walizek”, niż „2 walizki, 3 pudła i jedna skrzynka”. Postawiłam skrzynkę, tą której otworzyć nie mogę (choć bardzo bym chciała) w szafie. Do dziewczyn wybrałam czarne rurki i turkusową bluzkę-nietoperza. Do tego łańcuszek z wieżą Eiffla i różową kokardką i turkusowe baletki. Ana założyła Jeans’owe krótkie spodenki z kilkoma ćwiekami na tylnych kieszeniach, glany, czarną bokserkę. Włosy spięła w luźnego koka. Ona umie przechodzić ze stylu do stylu. Raz jest słodką dziewczyną w różowej sukience, innym razem uwodzicielka w czerwonej, zmysłowej sukni, a raz zbuntowaną kobietą w glanach. Podziwiam ją. Podobno znalazła dla nas pracę, będziemy pracować w magazynie „Hit czy kit? Czyli o tym jak się ubrać”. Będziemy raz w tygodniu pisać rubryczkę „Zdaniem innych kobiet…”. W okolicy, będziemy pytać kobiet o ich stylu ubierania i jaką gwiazdę pragną naśladować. Ona będzie doradzać, ewentualnie krytykować, a ja robię zdjęcia.
Siedziałyśmy w zupełnej ciszy składając ubrania, aż nagle przyszedł do mnie sms.
Od: 7468094212543
Cieszę się z nowych sąsiadek. Mam nadzieję, ze długo z nami zostaniecie. Jak będzie trzeba coś rozpakować to piszcie.
Michael D.
W moim sercu rozpalił się ogromny płomień, źrenice się powiększyły, a usta zacisnęły w wąską linie.
-Cos się stało?
-Nie.. chyba… tak! – zabrała mi telefon i pisnęła ze szczęścia- ciekawa skąd miał mój numer…? – stanęła dęba…- Ana..? Czy ty mu dałaś mój numer?!
-Tak…
-Już nie żyjesz! – Rzuciłam się na nią, a po chwili zaczęłyśmy się śmiać. Cudownie tu będzie mieszkać… Życie jest pełne niespodzianek.

niedziela, 18 listopada 2012

1. Oto ja


1. „Oto ja”
Nazywam się Jessica May mam 25 lat i 2 miesiące temu wybudziłam się z 4-letniej śpiączki. Niestety- straciłam pamięć sprzed roku od wypadku samochodowego. Teraz z Kanady wyprowadzam się do Seattle z moją przyjaciółką Anastasią Bear. Bardzo nalegała na ten wyjazd, więc gdy się zgodziłam jej tata znalazł nam małe mieszkanko w jednym z bloków na zabytkowej ulicy. Powiedział, że to bardzo piękne miejsce i będę miała dużo okazji do fotografowania. Uwielbiam to robić! Często umawiam się z Aną na takie sesję i wstawiam na własną stronkę.
Moja przyjaciółka za to uwielbia modę i malarstwo- i skutecznie łączy obie pasje. Jest piękną zielonooką kobietą o czarnych, mocnych włosach , latynoskiej krwi i  idealnej figurze.
Ja za to jestem cichą błękitnooką dziewczyną o oliwkowej cerze i kasztanowej fryzurze. Nie wiem czy miałam kiedykolwiek doświadczenie z jakimś mężczyzną, cóż nie pamiętam. W liceum miałam chłopaków, ale to nie było zaangażowanie.
Teraz siedzę w samolocie i patrzę przez okno jak wsiadają ostatni pasażerowie. Lecimy pierwszą klasą, bo powiedziałam, że inaczej nie siądę do samolotu.
-Prosimy ustawić fotele w pozycji pionowej i zapiąć pasy. Firma „Lot” życzy miłej podróży- powiedziała miła stewardesa przez głośnik. W naszym przedziale jest 16 miejsc  i na każdym siedzi jakiś biznesmen lub jego waży urzędnik. Chyba jesteśmy jednym ‘plebsem’ w tej klasie.
Zauważyłam, że Ana już śpi. Postanowiłam, że ja też ‘złapię drzemkę’.
Gdy wstałam, inna stewardesa powiedziała, że za 20 minut lądujemy i mogą nas czekać turbulencje. Cóż to byłaby za ironia, gdybym znowu miała wypadek i straciła pamięć… Zamówiłam sok pomarańczowy i croissanta.
-Ana! Wstawaj, za 15 minut będziemy w Seattle. Jesteś głodna?
-Oh.. Jess. Już wstaję- głośno ziewnęła- poproszę to samo co koleżanka plus po kieliszku szampana- i po kilku sekundach miła, brązowowłosa kobieta przyniosła zamówienie Any.
Na lotnisku czekał na nas już wynajęty kierowca z napisem „Pani May i Pani Bear” . Wsiadłyśmy do samochodu i kilka minut później znalazłyśmy się w pięknej dzielnicy. Wokół było wiele drzew. Idealne miejsce do naszych sesji! „Zobaczysz będzie cudownie! Twoje życie wywróci się do góry nogami!” mówiła moja podświadomość. Łąka! Park! Rzeczka i mostek zakochanych! Jejku! Ale tu pięknie!
-Oto wasz blok! –powiedział mężczyzna
-Bardzo panu dziękujemy- powiedziała Ana a ja dałam mu 10 dolarów napiwku.
Weszłyśmy głównymi drzwiami. Po lewej było troje drzwi. NA pierwszych widnia napis „piwnica”, na drugich „biuro”, a na trzecich „magazyn”. W dalszej części korytarzu znajdowały się mieszkania od 4 do 8. My mieszkałyśmy pod 6. Na końcu znajdowały się kolejne drzwi z tabliczką „Do ewakuacji”, a po lewej schody prowadzące na piętro. Podążyłyśmy do naszych drzwi, wyjęłam klucze z torebki i przekręciłam gałkę. „Dam da dam! O to początek twojego życia!”- moja podświadomość była podekscytowana.
-Jak tu pięknie!- W moich oczach błyszczały iskierki, a serce biło szybciej, z niewiadomego powodu „Ty już dobrze wiesz! Tylko sobie przypomnij!” podświadomość zaczęła się ze mną drażnić.
-Nie tak drogo za tak duże i ładne mieszkanie- uśmiechnęła się Ana- Fajnie będzie tu mieszkać.
-Czuję się tak znajomo, w tak obcy miejscu- „na pewno obcym?” – Chodź poznamy sąsiadów.
Pociągnęłam Anę za rękę i zostawiłam nasze 6 walizek w korytarzu. Za tydzień miały dolecieć pozostałe 4- na jednej, którą spakowała mi mama widniał napis „otwórz jak sobie coś przypomnisz”. Tą walizkę schowam głęboko w szafie.
Pod 8 mieszkało młode małżeństwo Damon i Elena (ode mnie: tak, tak to jest z TVD, ale uwielbiam te imiona <3 ) z 2-letnim synkiem. Wyglądali na 23/24 lata. Michael, czyli ich syn od razu mnie polubił. Nie mogłam od niego odkleić rąk.
Zapukałyśmy do drzwi obok, otworzyła je urocza staruszka. Od razu zaprosiła nas na 15 na kawkę i szarlotkę. W tym czasie z mieszkania numer 5 wybiegły dwie dwudziestoletnie dziewczyny:
-Hej! Jestem Lola, a to Toni- siostra bliźniaczka. A wy to…?
-Jessica i Anastasia. Ale mówcie nam Jessie i Ana. Jesteśmy nowymi lokatorkami.
-Super! Świeża krew. Przyjdźcie do nas wieczorem, tak koło 20. To sobie jakiegoś szampana wypijemy. Teraz lecimy! Ciao!
Podziękowałyśmy staruszce za zaproszenie i powiedziałyśmy, ze na pewno będziemy. Podeszłam do drzwi numer 4. Wyciągnęłam rękę, by zapukać ale w pewnym momencie zawahałam się.
-Jess? Coś się stało?
-Mam złe przeczucie…- Ana podbiegła do mnie i zapukała. W tym momencie drzwi otworzył przystojny mężczyzna o brązowych oczach i porannym zarostem. Na biodrach miał tylko ręcznik, a włosy jeszcze mokre. Zamurowało go na nasz widok, tak samo jak Ane.
-Cześć- zaczęłam niepewnie- Jestem Jessica, a to moja przyjaciółka…
-Anastasia.
-Skąd wiedziałeś- zaniepokoiłam się.
-Znamy się- powiedział smutno
-Tak… - powiedziała i od razu spuściła wzrok na ręce a w głosie było słychać nutę przeprosin- ale ty go chyba nie pamiętasz…
-Coś mi się kojarzy… Hmm…
-Naprawdę?!- podskoczyli oboje z radości z błyskiem w oku.
-To ty napisałeś książkę „100 sposobów jak się nie zakochać” i 2 pierwsze części „Odszukać miłość” „W otchłani miłości” a teraz pracujesz nad „Zagubiona miłość”, prawda?
-Och…- posmutniał- Tak, miło mi, ze czytałaś. Nie wiem czy dokończę 3 część bo nie mam już swojej muzy. Jestem Michael. Anastasia, możesz na chwilę wejść ze mną porozmawiać?
-To może ja już pójdę…- i weszłam do naszego mieszkania.
Przesunęłam na bok walizki, wręcz… rzuciłam je. Położyłam się na łózko i zaczęłam płakać. Jessie! Ty go nawet nie znasz! „Na pewno? Może po prostu go nie pamiętasz…” drwiła ze mnie moja podświadomość „Zastanów się Jessica! Nie marnuj szansy”. Łatwo jej mówić… Pochłonęłam się w gotowaniu, muszę porozmawiać wieczorem z Anastasią, zanim pójdziemy do dziewczyn.
20 minut później weszła moja przyjaciółka. Zaskoczona. Na stole leżał mój specjał- Ciasto czekoladowe przekładane kremem karpatkowym, na górze była bita śmietana, posypka składała się z żelków i tartej czekolady- tak jak obydwie lubimy.
-Świętujemy?
-NO a jak! Za mieszkanie- podałam jej kieliszek i wlałam najlepszego szampana jaki był w naszym zapełnionym barze.
-Za mieszkanie!- stuknęłyśmy kieliszkami i wypiłyśmy całego szampana wspominając sobie dzieciństwo.

niedziela, 11 listopada 2012

prolog

Prolog

Pierwszy rozdział... znaczy prolog :D Zachęcam do czytania. Trochę romantyzmu nikomu nie zaszkodzi :* 

Prolog
-Pamiętaj! Jedź ostrożnie! Nie chcę Cię utracić kilka miesięcy przed ślubem- krzyknął Michael, gdy jechałam do kościoła załatwić u księdza godzinę mszy.
Jestem taka podekscytowana! Biorę ślub z najwspanialszym mężczyzną na świecie! Kocham go bardzo. Wchodzę do mojego srebrnego Audi. Hmm… Na ślub pojedziemy dorożką z 2 białymi końmi, a pod salę weselną czarną limuzyną. Puścimy  2 gołębie.
Będzie wspaniale! Znamy się od roku, a 4 miesiące temu Michael mi się oświadczył. Mamy dopiero po 21 lat, ale wiem, ze to on! Świadkową będzie moja przyjaciółka, którą znam od dzieciństwa- Angelika. A świadkiem starszy brat Micha- Lucas.  
-Cholera!- Jakiś kierowcą prawię się ze mną zderzył! To przestroga, by jechać wolniej.
Jest zielone, jadę prosto a w bok mojego samochodu wjeżdża ciężarówka. Natychmiast tracę przytomność… dalej wiem tylko z opowieści…..
*** (szpital- z punktu widzenia Micha)
-Doktorze bardzo z nią źle?!- Jestem roztrzęsiony! To moja wina, gdybym jej nie pouczał to bym nie zapeszył
-Proszę się nie denerwować. Kierowca od razu zadzwonił po pogotowie, a karetka przyjechała natychmiast. Jej stan jest stabilne, ale… leży w śpiączce.
-Jak długo może tak spać?
-To  jest niewiadome- tydzień, miesiąc, rok? Ale najgorsze jest to, ze może starci pomięć….
-Całą?!
-nie wiemy, mogą to być wydarzenia kilkotygodniowe, godzinne, miesiące, lata…
-A co wy do cholery wiecie?!- Wyszedłem z gabinetu i trzasnąłem drzwiami. Moja kochana Jessie? Co sobie zawiniłem?
*** Michael przez 4 lata, dzień w dzień opiekował się śpiącą Jess. Lecz, w dniu gdy się obudziła musiał zostać dłużej w pracy…. Co było złym pomysłem***
***(Jess)
-Mama?
-Jessica?! Obudziłaś się?
-Tak mamo. Gdzie tata i Angela?
-Pamiętasz nas?
-No tak! Nie widzisz? Gdzie tata z Angelą?
-Rozmawiają z lekarzem. A pamiętasz coś jeszcze? Pamiętasz gdzie jechałaś w dniu wypadku?
- Nie… wiem, że wcześniej ktoś mnie ostrzegał, żebym jechała wolniej.

***(Angela)
-Wujku.. przykro mi z powodu Jess.
-Jest dobrze, obudziła się, pamięta nas, nie pamięta wydarzeń rok przed wypadkiem.
-Czyli nie pamięta mnie?!
-Mich? Najwyraźniej tak…. Przykro mi bardzo- w rękach miał wielki bukiet róż, a w oczach kręciły mu się łzy. Podeszłam go przytulić.- Ale jak jej powiem, ze byłem jej narzeczonym, to co?
-Nie wolno jej przypominać na siłę. Trzeba pokazać zdjęcia, pamiątki- ale nie opowiadać.
-A jak nie przypomni sobie mnie?
-Nie jest to możliwe od razu…
-Angela zrozum! Ona jest całym moim światem! Wiecie co?! Dajcie jej  to, a ja wyjeżdżam jak sobie o mnie przypomni to dajcie znać…