niedziela, 18 listopada 2012

1. Oto ja


1. „Oto ja”
Nazywam się Jessica May mam 25 lat i 2 miesiące temu wybudziłam się z 4-letniej śpiączki. Niestety- straciłam pamięć sprzed roku od wypadku samochodowego. Teraz z Kanady wyprowadzam się do Seattle z moją przyjaciółką Anastasią Bear. Bardzo nalegała na ten wyjazd, więc gdy się zgodziłam jej tata znalazł nam małe mieszkanko w jednym z bloków na zabytkowej ulicy. Powiedział, że to bardzo piękne miejsce i będę miała dużo okazji do fotografowania. Uwielbiam to robić! Często umawiam się z Aną na takie sesję i wstawiam na własną stronkę.
Moja przyjaciółka za to uwielbia modę i malarstwo- i skutecznie łączy obie pasje. Jest piękną zielonooką kobietą o czarnych, mocnych włosach , latynoskiej krwi i  idealnej figurze.
Ja za to jestem cichą błękitnooką dziewczyną o oliwkowej cerze i kasztanowej fryzurze. Nie wiem czy miałam kiedykolwiek doświadczenie z jakimś mężczyzną, cóż nie pamiętam. W liceum miałam chłopaków, ale to nie było zaangażowanie.
Teraz siedzę w samolocie i patrzę przez okno jak wsiadają ostatni pasażerowie. Lecimy pierwszą klasą, bo powiedziałam, że inaczej nie siądę do samolotu.
-Prosimy ustawić fotele w pozycji pionowej i zapiąć pasy. Firma „Lot” życzy miłej podróży- powiedziała miła stewardesa przez głośnik. W naszym przedziale jest 16 miejsc  i na każdym siedzi jakiś biznesmen lub jego waży urzędnik. Chyba jesteśmy jednym ‘plebsem’ w tej klasie.
Zauważyłam, że Ana już śpi. Postanowiłam, że ja też ‘złapię drzemkę’.
Gdy wstałam, inna stewardesa powiedziała, że za 20 minut lądujemy i mogą nas czekać turbulencje. Cóż to byłaby za ironia, gdybym znowu miała wypadek i straciła pamięć… Zamówiłam sok pomarańczowy i croissanta.
-Ana! Wstawaj, za 15 minut będziemy w Seattle. Jesteś głodna?
-Oh.. Jess. Już wstaję- głośno ziewnęła- poproszę to samo co koleżanka plus po kieliszku szampana- i po kilku sekundach miła, brązowowłosa kobieta przyniosła zamówienie Any.
Na lotnisku czekał na nas już wynajęty kierowca z napisem „Pani May i Pani Bear” . Wsiadłyśmy do samochodu i kilka minut później znalazłyśmy się w pięknej dzielnicy. Wokół było wiele drzew. Idealne miejsce do naszych sesji! „Zobaczysz będzie cudownie! Twoje życie wywróci się do góry nogami!” mówiła moja podświadomość. Łąka! Park! Rzeczka i mostek zakochanych! Jejku! Ale tu pięknie!
-Oto wasz blok! –powiedział mężczyzna
-Bardzo panu dziękujemy- powiedziała Ana a ja dałam mu 10 dolarów napiwku.
Weszłyśmy głównymi drzwiami. Po lewej było troje drzwi. NA pierwszych widnia napis „piwnica”, na drugich „biuro”, a na trzecich „magazyn”. W dalszej części korytarzu znajdowały się mieszkania od 4 do 8. My mieszkałyśmy pod 6. Na końcu znajdowały się kolejne drzwi z tabliczką „Do ewakuacji”, a po lewej schody prowadzące na piętro. Podążyłyśmy do naszych drzwi, wyjęłam klucze z torebki i przekręciłam gałkę. „Dam da dam! O to początek twojego życia!”- moja podświadomość była podekscytowana.
-Jak tu pięknie!- W moich oczach błyszczały iskierki, a serce biło szybciej, z niewiadomego powodu „Ty już dobrze wiesz! Tylko sobie przypomnij!” podświadomość zaczęła się ze mną drażnić.
-Nie tak drogo za tak duże i ładne mieszkanie- uśmiechnęła się Ana- Fajnie będzie tu mieszkać.
-Czuję się tak znajomo, w tak obcy miejscu- „na pewno obcym?” – Chodź poznamy sąsiadów.
Pociągnęłam Anę za rękę i zostawiłam nasze 6 walizek w korytarzu. Za tydzień miały dolecieć pozostałe 4- na jednej, którą spakowała mi mama widniał napis „otwórz jak sobie coś przypomnisz”. Tą walizkę schowam głęboko w szafie.
Pod 8 mieszkało młode małżeństwo Damon i Elena (ode mnie: tak, tak to jest z TVD, ale uwielbiam te imiona <3 ) z 2-letnim synkiem. Wyglądali na 23/24 lata. Michael, czyli ich syn od razu mnie polubił. Nie mogłam od niego odkleić rąk.
Zapukałyśmy do drzwi obok, otworzyła je urocza staruszka. Od razu zaprosiła nas na 15 na kawkę i szarlotkę. W tym czasie z mieszkania numer 5 wybiegły dwie dwudziestoletnie dziewczyny:
-Hej! Jestem Lola, a to Toni- siostra bliźniaczka. A wy to…?
-Jessica i Anastasia. Ale mówcie nam Jessie i Ana. Jesteśmy nowymi lokatorkami.
-Super! Świeża krew. Przyjdźcie do nas wieczorem, tak koło 20. To sobie jakiegoś szampana wypijemy. Teraz lecimy! Ciao!
Podziękowałyśmy staruszce za zaproszenie i powiedziałyśmy, ze na pewno będziemy. Podeszłam do drzwi numer 4. Wyciągnęłam rękę, by zapukać ale w pewnym momencie zawahałam się.
-Jess? Coś się stało?
-Mam złe przeczucie…- Ana podbiegła do mnie i zapukała. W tym momencie drzwi otworzył przystojny mężczyzna o brązowych oczach i porannym zarostem. Na biodrach miał tylko ręcznik, a włosy jeszcze mokre. Zamurowało go na nasz widok, tak samo jak Ane.
-Cześć- zaczęłam niepewnie- Jestem Jessica, a to moja przyjaciółka…
-Anastasia.
-Skąd wiedziałeś- zaniepokoiłam się.
-Znamy się- powiedział smutno
-Tak… - powiedziała i od razu spuściła wzrok na ręce a w głosie było słychać nutę przeprosin- ale ty go chyba nie pamiętasz…
-Coś mi się kojarzy… Hmm…
-Naprawdę?!- podskoczyli oboje z radości z błyskiem w oku.
-To ty napisałeś książkę „100 sposobów jak się nie zakochać” i 2 pierwsze części „Odszukać miłość” „W otchłani miłości” a teraz pracujesz nad „Zagubiona miłość”, prawda?
-Och…- posmutniał- Tak, miło mi, ze czytałaś. Nie wiem czy dokończę 3 część bo nie mam już swojej muzy. Jestem Michael. Anastasia, możesz na chwilę wejść ze mną porozmawiać?
-To może ja już pójdę…- i weszłam do naszego mieszkania.
Przesunęłam na bok walizki, wręcz… rzuciłam je. Położyłam się na łózko i zaczęłam płakać. Jessie! Ty go nawet nie znasz! „Na pewno? Może po prostu go nie pamiętasz…” drwiła ze mnie moja podświadomość „Zastanów się Jessica! Nie marnuj szansy”. Łatwo jej mówić… Pochłonęłam się w gotowaniu, muszę porozmawiać wieczorem z Anastasią, zanim pójdziemy do dziewczyn.
20 minut później weszła moja przyjaciółka. Zaskoczona. Na stole leżał mój specjał- Ciasto czekoladowe przekładane kremem karpatkowym, na górze była bita śmietana, posypka składała się z żelków i tartej czekolady- tak jak obydwie lubimy.
-Świętujemy?
-NO a jak! Za mieszkanie- podałam jej kieliszek i wlałam najlepszego szampana jaki był w naszym zapełnionym barze.
-Za mieszkanie!- stuknęłyśmy kieliszkami i wypiłyśmy całego szampana wspominając sobie dzieciństwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz